Temat: Brijesta

Poniżej opis magicznego wypoczynku w Chorwacji (Brijesta) wg Ewy M.
Rzeczywiście cudownie. Zdjęcia można też pooglądać tutaj  Chorwacja w/g Ewy M.

Dlaczego Brijesta
W Chorwacji byłam już kilkanaście razy. Zwiedziłam całą Dalmację z większością jej wysp (Hvar, Korcula, Rab, Mljet, Murter, popłynęłam na wycieczkę na Kornati),wiele miast i miasteczek. Bardzo ciepło wspominam pierwszy pobyt w Jelsie, tuż po zakończeniu wojny, kiedy miasteczko wolne było od dzikich hord rozbrykanych turystów rzucających garnkami i butelkami. Za drugim razem skutecznie mnie stamtąd wygnały właśnie takie lub podobne incydenty. Trzy razy odpoczywałam na Korculi, ale pobyt na wyspie powoduje zawsze pewne ograniczenia w zwiedzaniu (kolejki na prom, aby móc się wydostać na ląd), a po trzykrotnym pobycie Korcula została „przeczesana” wzdłuż i wszerz. Murter rozczarował bałaganem w przeciwieństwie do zadbanego, pięknego Rabu.
Mljet zachwycił dzikością przyrody, ale to samo znalazłam na Peljesacu.
Piszę o tym, aby Czytelnicy nie mieli wrażenia, że wybrałam się do Chorwacji po raz pierwszy i nie mam porównania z innymi miejscowościami w tym kraju.

Jak dojechać z PL
Z Warszawy do Cieszyna, dalej przez Brno, Mikulov (CZ) , Wiedeń i Graz (A), Maribor, Ptuj (SLO), Zagrzeb, Karlovac (HR) , a dalej albo nową autostradą do końca (bo nie zbudowano jej jeszcze do Dubrownika, ale z każdym rokiem przybywa nowy jej odcinek) lub stara drogą przez interior kraju ( można się w którymś momencie zdecydować i zjechać na jadranską cestę , czyli drogę wzdłuż chorwackiego wybrzeża).
Można też pojechać przez Bratysławę i Budapeszt do Zagrzebia itd
Dla miłośników morskich podróży istnieje kolejny wariant: należy dojechać do Rijeki i tam (ale tylko w poniedziałki i piątki po 17.00) zaokrętować się na prom. Bilety lepiej kupić wcześniej w Polsce u przedstawiciela Jadrolinji, bo to jednak długi dystans i lepiej nie ryzykować , ponieważ na miejscu może się okazać, że zostały już wyprzedane. Prom wypływa z Rijeki o 20.00, około 6.00 jest w Splicie, potem dopływa na Hvar, następnie , o 11.30 jest na Korculi (port w mieście) i tu powinniśmy wysiąść, a właściwie wyjechać i udać się do drugiej odprawy  promowej, aby wjechać na prom do Orebica (kursują często, a podróż trwa chyba pól godziny). Stamtąd to już żabi skok do Brijesty.
Można tez dopłynąć do Dubrownika ( około 16.00), podjechać do centrum, porzucić samochód na jakimś parkingu i pójść na Stradum, a później znaleźć jakąś miłą knajpkę i zamówić cos z dalmatyńskich potraw. Podróż z Dubrownika do Brijesty wieczorową porą nie trwa długo. (Przećwiczyłam wszystkie warianty).


Gdzie
Brijesta to mała osada położona na półwyspie Peljesac na południu dalmatyńskiego wybrzeża Chorwacji (link do mapy: http://www.orebic-peljesac.net/pdf/karta_orebic.pdf, oddalona od Stonu o około 26 km, od Dubrownika – 75 km . Na stałe mieszka tam tylko osiem rodzin, zajmujących się hodowlą ostryg i muszli, a także rybołówstwem, uprawą gajów oliwnych, figowych i winnej latorośli.
W sezonie przyjeżdżają turyści - na szczęście - nie w nadmiarze, a  są to głównie miłośnicy pływania, nurkowania, samotnych spacerów, a przed wszystkim - świętego spokoju.

Do Brijesty można dojechać krętą, górzystą szosą, skręcając od strony Stonu z głównej drogi Peljesaca w prawo. Zboczywszy, trzeba jechać uważnie i patrzeć pod koła , żeby nie przejechać na przykład żółwia.
Warto się zatrzymać na poboczu za jednym z kilku zakrętów pod katem prostym, aby chwilę pokontemplować widoki: kolonie cyprysów, kamienny kościółek z typową dla Włoch i Chorwacji kampanilą  i rozpościerającą się w dole zatokę.
Osada leży na uboczu,( tu kończy się droga i chyba świat) nad małą, malowniczą zatoczką osłoniętą z jednej strony porośniętym  sosnami  i cyprysami sporym zboczem. Dzięki temu o każdej porze dnia można podziwiać zmieniające się kolory  gór i wody w morzu – pełna paleta zieleni, turkusów, niebieskiego i granatu. Niebo też dodaje swoje bonusy: zachody słońca, które codziennie bez znużenia chce się fotografować, bo czegoś takiego, jeszcze się nie widziało. Poezja.
Za czasów Jugosławii w Brijeście stacjonowała jednostka marynarki wojennej.
Pozostałością jest tunel na dwa kutry torpedowe, wykuty w skale, niewidoczny z głównej drogi Peljesaca.
Osada ma także własny kościółek, w którym co niedzielę (chyba o 8.30,  odpowiednio wcześniej dzwonią dzwony) odprawiana jest msza święta przez księdza, który przyjeżdża z Ponikve.
Koło kościoła znajduje się maleńki kemping. Jego mieszkańcy w ogóle nie rzucają się w oczy ani w uszy. Niemniej jednak  stacjonuje tam jednorazowo kilka do kilkunastu kamperów, co stwierdziłam naocznie.  Czy są ich właściciele są niewidzialni? ;-)

Jak
Trafiłam tam trzy lata temu, kiedy po trudnym zawodowo i wyczerpującym psychicznie roku marzyłam o miejscu w miarę cywilizowanym (nie wyobrażam sobie spędzania urlopu bez własnej łazienki, czystej pościeli i dobrze wyposażonej kuchni), ale oddalonego od męczącego zgiełku mas bezmyślnie przewalających się tam i z powrotem bez bliżej określonego celu, wrzasku dzieci i harmidru podpitej gawiedzi.

Warunkiem sine qua non jest dla mnie zawsze odległość od morza. Nie ma mowy o „pójściu na plażę”, muszę mieszkać zaraz przy plaży, chociaż - jeśli chodzi o Brijestę,- jest to może semantyczne nadużycie. Moją plażą jest duży taras, na którym toczy się większa część wakacyjnego życia (poranna kawa w całkowitej ciszy, wszelkie posiłki i biesiady ze znajomymi, opalanie, czytanie książek, czasopism, niekiedy wieczorem, po zapadnięciu zmroku, oglądanie filmów na podręcznym dvd, itp.  – odpowiednie uzupełnić lub skreślić).

Ilekroć chcę popływać, zbiegam po schodach i  po minucie rozkoszuję się kąpielą  w ciepłej (średnia w sierpniu to 26 st. C) i czystej wodzie.  Do morza wchodzi się po schodach ( dosyć śliskich, więc zalecane jakieś odpowiednie buty) albo po prostu skacze z nabrzeża. Woda jest w tej okolicy głęboka, więc raczej nie jest to miejsce odpowiednie dla małych, nie umiejących pływać dzieci. Z maluchami trzeba udać się trochę dalej na malutką, kamienistą (ale nie skalistą) plażę.
Po wyjściu z wody można  opaść nad brzegiem na kocu, macie lub ręczniku albo udać się od razu pod prysznic, a potem z tarasowego krzesła obserwować piękne okoliczności przyrody lub zagłębić w przerwanej na czas kąpieli lekturze.

Dla kogo
Na pewno nie jest to miejsce dla wczasowiczów bez własnej inwencji,  kochających dyskoteki, życie nocne wśród hałaśliwych tłumów, potrafiących zorganizować sobie wypoczynek jedynie z pomocą animatorów lub „kaowców”.
Przede wszystkim jednak  nie jest to odpowiednie miejsce na lans, a po powrocie do kraju… No cóż, będzie jeszcze gorzej hmm. Bo i czym tu imponować, proszę Państwa ?
Oczywiście – wyżywienie we własnym zakresie o dowolnie wybranych porach. Można zapomnieć o zimnych bufetach i wersji all inclusive, kreacjach odpowiednich do spektakularnego entrée do hotelowej restauracji na obiadokolację.

Nie jest to też odpowiedni cel podróży dla osób niezmotoryzowanych, choćby z tego powodu, że na miejscu nie ma nawet sklepu, a do najbliższego trzeba pojechać do oddalonej o około 7 km Janiny lub Ponikve (chyba z 12 km) albo do Stonu.  Zakupy wystarczy robić raz na pięć dni albo przy okazji  powrotu z różnych wycieczek. W Brijeście nie ma też żadnej restauracji, za to w najbliższej okolicy jest ich mnóstwo, a kilka naprawdę godnych polecenia (w Drace i w Stonie).
Jest to fantastyczne miejsce dla ludzi, którzy choć na chwilę pragną odpocząć od zgiełku cywilizacji i nie oczekują wątpliwych często luksusów, jakie zapewniają trzy- lub czterogwiazdkowe hotele w znanych kurortach. To wymarzone miejsce dla indywidualistów, ludzi doceniających nieskażoną przyrodę, a nie przyhotelowe baseny z ratownikiem, który gwizdkiem sygnalizuje zmianę pozycji opalania z brzucha na plecy i drinki z przysłowiową już parasolką.

Lokum
Dom Ivo jest dwupiętrowy. Znajdują się w nim trzy apartamenty:
na pierwszym piętrze - duży, 6-8-osobowy, z trzema sypialniami, dużą kuchnią i ogromnym tarasem.
Na drugim piętrze mieszczą się dwa apartamenty  - jeden mniejszy, z dwuosobową sypialnią, kuchnio-salonikiem, w którym znajduje się dodatkowa sofa , z dużym tarasem – jednak o połowę mniejszym niż ten  na I piętrze i drugi – 4-osobowy apartament z dwiema sypialniami, kuchnio-salonikiem i tarasem.
Każdy apartament ma oczywiście własną łazienkę, a z każdego tarasu można podziwiać morze – godzinami – i jest to lepsza rozrywka niż gapienie się w TV.

W wyposażeniu nie ma telewizorów, ale jakoś nikomu tego wynalazku nie brakuje.
Istnieje też problem dla netoholików;-)   Posurfować  w sieci można w Orebicu w kafejce internetowej. Surfing sensu stricto jest jak najbardziej możliwy w Brijeście, a profesjonaliści mogą skorzystać również z  fantastycznej„wind-area” w miejscowości Viganj (też na Peljesacu), słynnej z międzynarodowych zawodów surfingowych. Tam warunki do uprawiania tego sportu są chyba najlepsze w całej Chorwacji.

Na parterze, oprócz kuchni i spiżarni należących do rodziny Bautoviców, znajduje  się  spore pomieszczenie z olbrzymim stołem i ławami, w którym Gospodarze (mieszkający w zupełnie innym domu na skraju osady) podejmują swoich gości dalmatyńskimi specjałami, winem i kilkoma rodzajami rakiji własnej produkcji. Nikogo nie ominie degustacja ostryg, (podobno afrodyzjak, dla mnie - słony katar) -  najświeższych i ogromnych oraz  świetnie przyrządzonych muli także pierwszej świeżości jak i smażonych, smakowitych  rybek - sardeli.
Zresztą wina  nigdy nie brakuje. Półtoralitrowa butelka czeka już na gości w lodówce, a zapas tego trunku jest przez Gospodarzy nieustająco i konsekwentnie uzupełniany.
Wino zwykle pije się tu z wodą. Ta z kranu doskonale się do tego nadaje! Szczególnie trochę zmrożona.

Gospodarze
Nie można wszystkiego kupić za pieniądze. Na przykład serdeczności, dyskretnej troski, ale bez zagłaskiwania i wylewności, zainteresowania, ale bez wścibskości i narzucania się ze swoja dobrocią
Właśnie tacy są Gospodarze – rodzina Bautoviców, uczciwi, pracowici, zacni Chorwaci, kochający Brijestę, dumni ze swego maleńkiego kraju, ale bardzo towarzyscy, ciekawi cudzoziemców i ich krajów, akceptujący. Po prostu – wspaniali!
Można posłuchać ciekawych opowieści o niedawnej wojnie, walkach w obronie Dubrownika, oczywiście, jeśli kogoś to interesuje.

Zwiedzanie
Brijesta jest doskonałym punktem wypadowym wycieczek kilkugodzinnych lub całodniowych.
Po wstępnym odzyskaniu sił i wylizaniu pierwszych, najgłębszych ran (następuje to zazwyczaj już po dwóch, trzech dniach), można udać się na rekonesans bliższych i dalszych okolic. Na początek zalecałabym te bliższe, czyli sam Peljesac. Warto zobaczyć Ston z jego słynnym, drugim co do wielkości po Chińskim, murem ( odsyłam do przewodników po Chorwacji – nie ma sensu wyważać otwartych drzwi), zwiedzić w Orebicu Cmentarz Kapitanów i Klasztor Franciszkanów, pojechać do Loviste i Viganja, przeżyć hardcorową przygodę przejeżdżając z Trstenika  przez tunel Dingac (o wjazd do tunelu trzeba spytać tubylców, bo trudno go znaleźć) do miejscowości Dingac, skąd  wywodzi się chyba najsłynniejsze chorwackie wino czerwone o tej samej nazwie.
Z Orebica można popłynąć promem na pobliską Korculę i zwiedzić „mały Dubrownik” – czyli miasto Korcula. Jeśli czas pozwoli, koniecznie przejechać na drugi koniec wyspy do Vela Luka, a po drodze, w miejscowości Cara zakupić produkowane tam wino Posip, prawie tak samo słynne jak Dingac. Warto, warto!
Z Prapratna – kilka kilometrów od Stonu – kursują promy na Mljet – najbardziej śródziemnomorską z wysp Chorwacji (Park Narodowy).
Nie opuszczając półwyspu dobrze byłoby zrobić wycieczkę  do miejscowości Trpanj i Żuljana.
Poza tym na pewno nie wyczerpie nas podróż do Dubrownika, którego reklamować chyba nikomu nie trzeba. Z Brijesty dojedziemy  tam w niecałą godzinę, więc można jeszcze przy okazji zwiedzić arboretum w Trsteno. Jadąc dalej na południe możemy zajrzeć do Cavtat, pięknej miejscowości, w której wypoczywał m.in.. książę Karol.

Jeden dzień zabierze nam wycieczka do Mostaru (BiH), ale wrażenia pozostaną na długo.
Miasto multi-kulti, wieloetniczne, przynajmniej trzech religii: muzułmanie, prawosławni, katolicy. Szokuje widok młodych muzułmanek o błękitnych oczach i alabastrowych wręcz cerach i słowiańskich rysach twarzy zakutanych w hidżaby i ciemne, ciężkie płaszcze. Zaskakują skwery – cmentarze, pełne grobów ofiar minionej wojny, zniszczone domy w centrum miasta, z wnętrza których przez okna wylewa się bujna roślinność. Nad miastem wznoszą się minarety i wieże kościołów, a clou programu jest słynny – na szczęście pieczołowicie odbudowany – kamienny most i skaczący z niego śmiałkowie. W bliskim sąsiedztwie znajduje się mnóstwo kolorowych sklepików i straganów, bardziej arabskich niż europejskich.
Po przekroczeniu granicy trzeba koniecznie przestrzegać przepisów drogowych, bo tamtejsza policja zwraca uwagę nawet na najmniejsze wykroczenie drogowe popełnione przez cudzoziemców. Nie wolno pod żadnym pozorem dać się podpuścić miejscowym kierowcom: jeśli ograniczenie prędkości wynosi 50 km, bezwzględnie tego przestrzegać nawet na prostym odcinku drogi. Będąc w BiH można pojechać na pielgrzymkę do Medjugorje. Pobyt w tym miejscu był dla mnie jednak rozczarowaniem roku. Pełna komercjalizacja kultu. Disneyland.

Po każdej wycieczce docenimy jednak ciszę Brijesty przerywaną czasem uspokajająco brzmiącymi utworami orkiestry cykad. Z przyjemnością usiądziemy na tarasie ze szklaneczką dalmatyńskiego wina i kolejny raz będziemy patrzeć na znowu inaczej zachodzące słońce.
Mój ideał letniego urlopu.

Nie ma spraw nie do rozwiązania, są tylko sprawy beznadziejne !!!
Kieres Family - Strona Rodziny Kieres